Rynek pracy Polski wchodzi w nową fazę, płace rosną wolniej, etat znika
Polska gospodarka zmienia oblicze. Średnie wynagrodzenie przeszło już 9,1 tys. zł brutto, ale dynamika wzrostu płac wyhamowuje, zatrudnienie spada, a kandydaci tracą komfort rynku pracownika.
Złota era pracownika się kończy
Przeciętne miesięczne wynagrodzenie brutto w sektorze przedsiębiorstw w lutym 2026 roku wyniosło dokładnie 9135,69 zł i było o 6,1% wyższe niż rok wcześniej. Liczby na papierze wyglądają obiecująco, ale rzeczywistość rynku pracy jest bardziej skomplikowana. Polska przechodzi ważny punkt zwrotny, z którego wynika zupełnie inny scenariusz dla osób szukających pracy, niż ten, który towarzyszył nam przez ostatnie kilka lat.
Płace rosną, ale tempo hamuje wyraźnie
Przeciętne miesięczne wynagrodzenie brutto w gospodarce narodowej w I kwartale 2026 roku wyniosło 9562,88 zł, co oznacza wzrost o 6,7% rok do roku. Wzrost istnieje, ale tempo wzrostu płac jest już niższe niż wcześniej, a zatrudnienie w firmach nadal lekko spada, co oznacza, że formalnie zarabiamy więcej, ale rynek robi się mniej dynamiczny niż jeszcze niedawno.
To nie jest już moment rekordowych podwyżek. Ponad 50 proc. firm deklaruje wzrost wynagrodzeń na poziomie 2-4 proc., nieco powyżej 20 proc. planuje podwyżki rzędu 4-7 proc., natomiast jedynie 5 proc. przedsiębiorstw zakłada wzrost płac o 10 proc. Pracodawcy ostrożnie planują budżety wynagrodzeń. Wysokie koszty pracy w 2026 roku pozostają najpoważniejszym wyzwaniem dla pracodawców w Polsce, wyraźnie dominując nad innymi barierami, takimi jak braki kadrowe, luki kompetencyjne czy rotacja pracowników, a blisko 47 proc. pracodawców uznaje koszty pracy za największe obciążenie w bieżących warunkach rynkowych.
Zatrudnienie spada, a bezrobocie rośnie
Szukający pracy pracownicy powinni się przygotować na zmianę warunków. Przeciętne zatrudnienie w sektorze przedsiębiorstw w maju 2026 r. wyniosło 6377,4 tys. i podobnie jak w kwietniu br. było o 0,9% mniejsze niż przed rokiem. To nie jest jeszcze kryzys, ale wyraźny sygnał słabienia rynku.
Bezrobocie rejestrowane rośnie rok do roku, zatrudnienie w sektorze przedsiębiorstw jest niższe niż przed rokiem, a w urzędach pracy przybyło osób bez pracy, a to nie wygląda jak załamanie rynku pracy, ale wygląda jak koniec bardzo komfortowego rynku pracownika. Eksperci są zgodni: Sytuacja na polskim rynku pracy ulega stopniowej zmianie, z rynku pracownika przechodzi na rynek pracodawcy.
Co to oznacza dla kandydatów?
Dla osób zatrudnionych lub szukających nowej pracy zmiana jest znacząca. Dla kandydatów oznacza to tyle, że sama chęć zmiany pracy może już nie wystarczyć, a coraz ważniejsze stają się konkretne kompetencje, dopasowanie do roli i realna wartość, jaką można pokazać w procesie rekrutacyjnym.
Nadal są branże i regiony z niedoborem pracowników, ale kandydaci mają słabszą pozycję negocjacyjną niż wtedy, gdy liczba wakatów rosła, a bezrobocie spadało, a więcej aplikacji na jedną ofertę stanowi większe znaczenie doświadczenia i konkretnych umiejętności. Warto patrzeć uważnie na statystyki branżowe dotyczące wynagrodzeń w swojej dziedzinie.
Sytuacja w 2026 roku nie jest zła, ale wymaga przygotowania
Czego powinno spodziewać się polskie społeczeństwo? Według lipcowej projekcji inflacja CPI w 2026 r. wyniesie średnio 2,9 proc., wobec 2,3 proc. oczekiwanych w marcu, w 2027 r. NBP zakłada inflację na poziomie 2,7 proc., a w 2028 r. na poziomie 2,2 proc.
Większość, bo 58% badanych deklaruje, że obecna pensja jest wystarczająca, aby żyć na poziomie, którego oczekują, choć pozostaje 42% respondentów, którzy takiego komfortu nie odczuwają. Pracownicy wyraźnie domagają się też większej przejrzystości. 83% uczestników badania oczekuje otwartej komunikacji i transparentnych zasad wynagradzania.
Najważniejszy wniosek
Rynek pracy Polski nie pęka, ale przestaje być takim rajem dla pracowników, jakim był w ostatnich latach. Pensje nadal rosną, ale rynek staje się mniej rozpędzony, to nie jest już moment, w którym niemal każda zmiana pracy automatycznie daje duży skok wynagrodzenia, a coraz częściej pracodawcy analizują koszty ostrożniej, a tempo podwyżek w wielu organizacjach jest bardziej zachowawcze. Dla pracowników to oznacza, że bardziej trzeba liczyć na swoje umiejętności i dobrą pozycję negocjacyjną niż na łaskawość rynku.



