Rosyjski pocisk nad Lubelszczyznę. Krater w Tarnawie-Kolonii, alarm i pytania o bezpieczeństwo mieszkańców
W czwartek nad ranem Polska prowadziła śledztwo dotyczące niezidentyfikowanego obiektu, który spadł na jej terytorium blisko granicy z Ukrainą podczas intensywnego rosyjskiego ataku rakietowego. W miejscowości Tarnawa-Kolonia w powiecie biłgorajskim na Lubelszczyźnie najprawdopodobniej spadł rosyjski pocisk manewrujący Ch-101.
Objekt przeniknął polską przestrzeń powietrzną, spadł w terenie niezabudowanym
Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych poinformowało, że obiekt wykryty został w polskiej przestrzeni powietrznej o godzinie 3.40, a o godzinie 3.46 przed dokonaniem jednoznacznej identyfikacji zanikł z systemów. Do rozpoznania pocisku skierowano myśliwiec F-16, a możliwe miejsce jego upadku zlokalizował śmigłowiec Mi-24 w pobliżu miejscowości Tarnawa-Kolonia.
Tarnawa-Kolonia to wieś w powiecie biłgorajskim w województwie lubelskim, oddzona około 35 kilometrów na północ od Biłgoraju i około 42 kilometry na południe od Lublina. Krater, jaki znaleziono, ma średnicę około 10 metrów. Nie było żadnych informacji ani o ofiarach, ani o stratach, zaznaczył szef rządu.
Szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz powiadomił, że blisko polskiej przestrzeni znalazło się ponad 20 obiektów. Zdarzenie miało miejsce podczas barażu pocisków balistycznych i dronów wystrzelonych przez Rosję przeciw Ukrainie, które zabity co najmniej osiem cywilów, w tym dzieci, i raniły ponad 50 osób.
Premier: Byliśmy gotowi do zestrzelenia pocisku
Pierwsze informacje wskazują, że wojsko zadziałało szybko, a Polska była gotowa do zestrzelenia pocisku, powiedział premier Donald Tusk na Lubelszczyźnie. Myśliwiec F-16 znalazł się w momencie miejsca upadku, kiedy pocisk uderzył w ziemię, a gdyby rakieta kontynuowała lot, podjęta byłaby decyzja na zestrzelenie tej rakiety.
Premier Donald Tusk informował wcześniej, że ukraińskie myśliwce do polskiej granicy starały się przechwycić rakiety zmierzające do naszego kraju. W związku z naruszeniem polskiej przestrzeni powietrznej premier Tusk, wicepremier szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz i szef MSWiA Marcin Kierwiński udali się do Lublina, gdzie biorą udział w zespole koordynacyjnym z udziałem przedstawicieli służb.
Syreny bez wyjaśnień. Pytania o procedury alarmowania mieszkańców
Nocne alarmy na Lubelszczyźnie wywołały niepokój mieszkańców, którzy po godz. 3.50 usłyszeli syreny ostrzegawcze, ale nie otrzymali dodatkowych wyjaśnień ani komunikatów. Mieszkańcy mieli dostęp do informacji głównie za pośrednictwem mediów społecznościowych.
Na terenie 17 powiatów uruchomiony został system syren alarmowych niezwłocznie po otrzymaniu informacji z Centrum Operacji Powietrznych MON, stosując najszybszą i najbardziej bezpośrednią formę ostrzeżenia mieszkańców. Czas krytyczny wynosił około 13 minut.
Premier Donald Tusk tłumaczył, że zagrożenie powstało szybko i syrena jest metodą najszybszą i najskuteczniejszą, jednak przyznał, że bezwzględnie trzeba wprowadzić zasadę wysyłania SMS-ów po odwołaniu zagrożenia.
Prokuratura potwierdza: zawierał materiał wybuchowy
Śledczym i służbom udało się odnaleźć znaczną liczbę fragmentów pocisku, które zostały zabezpieczone. Prokuratura Okręgowa w Lublinie poinformowała, że pocisk był rakietą, prawdopodobnie Ch-101 i zawierał materiał wybuchowy w znacznej ilości.
RCB zapowiada, że przeanalizuje wszystkie mechanizmy informowania społeczeństwa w sytuacji zagrożenia poprzez sygnały alarmowe i zostanie wprowadzona zasada wysyłania wiadomości SMS z informacją bezpośrednio po ustaniu niebezpieczeństwa. Zmiana procedury miałaby zapewnić mieszkańcom pełną jasność przebiegu zdarzeń.



