Polska traci rating przez deficyt. Moody's pierwszy raz w 24 latach obniża ocenę naszej gospodarki
Agencja Moody's po raz pierwszy od 2002 roku obniżyła długoterminowy rating Polski z A2 do A3. To sygnał, że finanse publiczne Polski pogorszyły się do poziomu, który rynek ocenia poważnie. Dla budżetu oraz podatników oznacza to wyższe koszty obsługi długu.
Po raz pierwszy od 24 lat, oznaka pogorszenia kondycji fiskalnej
Agencja Moody's obniżyła rating Polski do A3 z poziomu A2 z perspektywą stabilną. To pierwsza obniżka ratingu Polski w historii od tej agencji. Poprzednia zmiana samego poziomu ratingu miała miejsce w 2002 r., kiedy agencja podniosła go do A2. Decyzja podjęta w połowie września 2026 roku to nieprzypadkowy sygnał dla rządu i polskich podatników.
Agencja ratingowa nie prognozuje na razie gospodarczego kataklizmu. Moody's przewiduje, że wzrost gospodarczy pozostanie silny na poziomie 3,7 proc. w 2026 i 3,2 proc. w 2027. Gorzej wygląda jednak sprawa finansów publicznych, które w ocenie Moody's uległy „trwałemu pogorszeniu".
Wielkie deficyty i rosnący dług, mimo dobrych prognoz wzrostu
Kluczowy problem, na który zwraca uwagę Moody's, to utrzymujące się wysokie deficyty budżetowe. Analitycy Moody's spodziewają się, że deficyt sektora instytucji rządowych i samorządowych utrzyma się na rekordowym poziomie około 7 proc. PKB zarówno w 2026, jak i w 2027 roku. Rosnące koszty opieki zdrowotnej, gigantyczne inwestycje, rosnące wydatki na obronność i utrzymanie programów socjalnych sprawią, że dług publiczny wyrośnie z 59,7 proc. PKB w 2025 r. do przewidywanych 68,9 proc. PKB w 2027 r.
To zjawisko zwyczajnie niezgodne z logicznym zarządzaniem finansami publicznymi. Gdy gospodarka rośnie, rząd powinien zmniejszać deficyt, a tymczasem w Polsce dzieje się odwrotnie. Skuteczność krajowych ram fiskalnych w Polsce uległa zdaniem Moody's osłabieniu, ponieważ coraz większa część przyrostu zadłużenia następowała poza zakresem krajowych reguł długu.
Wyższe oprocentowanie obligacji to mniej pieniędzy na wszystko inne
Dla zwykłego Polaka sprawy finansów publicznych mogą wydawać się abstrakcyjne. W rzeczywistości przekład jest prosty. Obniżka ratingu Polski oznacza dla rządu konkretny problem. Koszty pożyczania będą wyższe, bo rating to nic innego, jak ocena wiarygodności kredytowej. Kiedy zostaje on obniżony, rynkowi inwestorzy kupujący nasze obligacje dostają sygnał, że powinni żądać większej premii za ryzyko związane z posiadaniem naszego długu, czyli po prostu wyższych odsetek od obligacji.
Efekt jest chwilowo ukryty, ale realny. Potrzeby pożyczkowe Polski na 2026 r. to ok. 690 mld zł wobec ok. 553 mld zł rok wcześniej, a każdy punkt bazowy rentowności przekłada się na realne miliony w odsetkach. Wyższe rentowności to zaś mniej pieniędzy na wszystko inne w budżecie.
Konkretnie, w ustawie budżetowej na 2026 r. na samą obsługę długu Skarbu Państwa przewidziano 90 mld zł, a w 2027 r., według projektu budżetu, ma to być aż 107 mld zł. Łączne potrzeby pożyczkowe budżetu w 2027 r. w ujęciu brutto szacowane są na 565 mld zł.
Co mówią politycy, kto obwinia za kryzys fiskalny
Decyzja Moody's natychmiast stała się polem politycznego boju. Opozycja widzi w niej porażkę obecnego rządu. Polityk Konfederacji Krzysztof Bosak zakwestionował deklarację ministra finansów o wzmacnianiu finansów publicznych, wskazując m.in. na prognozowany deficyt na poziomie około 7 proc. PKB w 2026 i 2027 roku oraz wzrost długu sektora finansów publicznych z 59,7 proc. PKB w 2025 roku do 68,9 proc. PKB w 2027 roku.
Ryszard Petru z klubu parlamentarnego Centrum wezwał do ograniczenia populizmu przed wyborami: obniżka ratingu przez agencję Moody's to sygnał alarmowy dla wszystkich. Stabilność finansów publicznych to także część polskiego bezpieczeństwa, równie ważna jak bezpieczeństwo militarne. Czas na Wielki Przegląd Wydatków Publicznych.
Z kolei politycy obecnej władzy tłumaczą, że perspektywa ratingu zmieniona z negatywnej na stabilną to właściwie dobra wiadomość, a obniżka była już wyceniona przez rynki. Rzeczywiście, chociaż obniżenie ratingu Polski przez Moody's to żółta kartka dla polskiego rządu, nie oznacza to natychmiastowego kryzysu gospodarczego. Decyzja w dużej mierze została już wyceniona przez rynki, a gospodarka wykazuje silny trend wzrostowy, a powrót perspektywy stabilnej chroni nas przed kolejnymi gwałtownymi cięciami w najbliższych miesiącach.
Co dalej? Droga powrotna jest długa
Aby Polska mogła odzyskać wyższą ocenę, konieczne będzie podjęcie zdecydowanych działań na rzecz konsolidacji finansów publicznych. Pozytywnym sygnałem byłoby odwrócenie trendu wzrostowego długu i wejście na trwałą, wyraźnie spadkową ścieżkę, co wymaga wiarygodnej, wieloletniej konsolidacji fiskalnej, która poprawiłaby również zdolność państwa do obsługi zadłużenia.
Moody's zakłada, że przed wyborami parlamentarnymi w 2027 r. zakres konsolidacji fiskalnej będzie ograniczony, jednak władze ostatecznie będą stosować się do krajowych reguł fiskalnych, co doprowadzi do szybszej konsolidacji po wyborach i ustabilizuje relację długu do PKB na poziomie 70,75 proc. w drugiej połowie lat 20. XXI wieku.
Na razie jednak rząd musi się przygotować na wyższe koszty finansowania się na rynkach, podczas gdy konkretne decyzje o cięciu wydatków lub podniesieniu podatków będą czekać poza wyborczymi wyborami 2027 roku. To ponownie odsyła nas do gospodarczej rzeczywistości, w której czym dalej w las wydatkami, tym drożej kosztuje się zadłużenie.



